Translate

środa, 1 maja 2013

Ja, uwielbiam ją...



Ostatnio boję się otworzyć lodówkę, żeby nie wyskoczył z niej zespół "Łikend". Chłopaki z Sejn na poważnie zawładnęli wyobraźnią masową, a już na pewno wyobraźnią moich dzieci.
To, że Hanna rytmicznie podskakuje w rytm znanego wszystkim hitu, jeszcze mnie nie dziwi. Małe dzieci mają nieskomplikowany gust, prosty bit działa na nie lepiej niż chopinowskie improwizacje. Jednak to, że podskakuje nawet wtedy, gdy złość ją rozpiera i inne znane rodzicom sposoby pacyfikacji zawodzą, jest już zastanawiające.
Po Gabrieli (wiernej fance Janis Joplin, zwanej też "panią o brzydkich włosach") spodziewałam się jednak większej finezji. Niesłusznie, Gabriela wpada bowiem w taneczny amok już przy pierwszych taktach łikendowego przeboju. Słowa natomiast zna na pamięć, choć usprawiedliwia się, że wszyscy w przedszkolu znają.
Gabriela nie zostałaby jednak Orzeszkiem, gdyby nie umiała wykorzystać swych fascynacji w twórczy sposób...
Oglądając szósty odcinek "Czterech pancernych i psa" - skądinąd, ten, w którym pancerni nie biorą udziału w Powstaniu Warszawskim, bo trafiają do szpitala, ale to już zupełnie inna historia - Orzeszek jak zwykle z niecierpliwością oczekiwał tańca Marusi. A kiedy się wreszcie doczekał, wykonał baletowy piruet i zaśpiewał: "Ona tańczy dlaaa mnie!"
I tak romans Janka i Marusi znalazł zupełnie nową pointę.

środa, 24 kwietnia 2013

(Pre)historia



Pamiętacie jeszcze te czasy, gdy 25-letnia pani od plastyki wydawała się stojącą nad grobem staruszką? My już od jakiegoś czasu ich nie pamiętamy, a Orzeszek wciąż nam uświadamia, że skończyły się baaaardzo dawno temu.
Z właściwym młodości zaangażowaniem przepytuje wszystkich bliskich:
- A ty urodziłaś(-eś) się po wojnie? A po której?
Jakby tego było mało, upublicznia (np. w przychodni lekarza rodzinnego) wrażliwe dane dotyczące zaawansowanego wieku rodziców.
- A pan wie, - zaczepia naszego ulubionego pielęgniarza - że jak mój tato był mały to były pieluchy z wełny i szklane butelki do karmienia?
- Naprawdę? - pan Piotr odrywa się od wypisywania recept - I co jeszcze?
- I jeszcze, - Orzeszek kontynuuje niezrażony moim poszturchiwaniem - ludzie nosili ubrania ze skóry zwierząt.
- Tak? - pytam zaczepnie - I może jedli to, co upolowali?
- No nie, - łaskawie zaprzecza Orzeszek - jedzenie kupowali w sklepie. Tylko, że tam nic nie było.
- Aha, - przypomina sobie pan Piotr - tylko ocet.
Uff, na szczęście to podobny rocznik. Prehistoryczny.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Młodość durna i chmurna




Czy ktoś określił wiek, gdy zaczyna się ten wyjątkowy „okres burzy i naporu”, przez który każdy z nas przechodził. Kiedy oddany rodzic przestaje nam być wzorem i kierunkowskazem, a zaczyna być oprawcą i zawalidrogą? W 15, 14, 13 lat? O nie moi drodzy! Świat przyspieszył, teraz ten piękny czas ma początek w piątym roku życia!
Skąd to wiem? No jak to skąd? Z obserwacji mojej nad wiek rozwiniętej latorośli. Od jakiegoś czasu latorośl znajduje bowiem kontrargument na każdą moją wypowiedź. Kontrargumenty są oczywiście różne, od w miarę racjonalnego: „Ale ja muszę tak założyć sukienkę (tzn. tył na przód), bo tu jest obrazek. Obrazek zawsze jest z przodu! Będą się ze mnie śmiać!”, do zupełnie irracjonalnego: „AAAA!”
Przyznaję, że do niedawna niezbyt się tymi kontrargumentami przejmowałam i robiłam swoje wygłaszając jakieś krótkie uzasadnienie. To chyba wzmogło bunt Orzeszka, bo przy którejś z kolei porannej dyskusji wypalił:
- Im dłużej będziesz mówić, tym gorzej będę się zachowywać!
Najpierw się zapowietrzyłam, a potem postanowiłam wyciągnąć konsekwencje. Wizja rychłego otrzymania wymarzonej lalki rozpłynęła się więc w odmętach złego zachowania.  I tak otworzyła się międzypokoleniowa przepaść (choć liczę, że na razie to tylko szczelina).
Tak czy owak, Orzeszka wyraźnie uradował fakt, że musiałyśmy z Hanką spędzić dwie noce poza domem, bowiem  już pierwszego wieczoru z uśmiechem poinformował Tatunia:
- Jak mamy nie ma, to w końcu możemy robić co chcemy!
Przedwczesna radość Orzeszku, jeszcze powalczymy.

piątek, 15 marca 2013

Trudności


Orzeszek miał jechać z Tatuniem na spóźnione ferie do Zakopanego. Ba... nawet pojechał, zaskoczyła ich jednak kolejna zima tego przedwiośnia i zawrócili do domu. Tatuń nie mógł już cofnąć wniosku urlopowego, więc wypuściłam go na Suwalszczyznę, licząc oczywiście na późniejszy dowód wdzięczności.
Zostałyśmy zatem same i czasem jest nam całkiem fajnie, a czasem całkiem niefajnie. I w tych mniej fajnych momentach Orzeszek wzdycha:
- Ciężko nam bez taty...
- Trochę ciężej, - pocieszam go - ale mówi się trudno.
- Mówi się trudno - sentencjonalnie odpowiada Orzeszek - i kocha się dalej!
Taaak.... Nawet nieobecnego Tatunia.

środa, 6 marca 2013

Empatia


Orzeszek polubił ostatnio maratony filmowe. W niedzielne poranki marzy mu się zalegnięcie na pół dnia przed telewizorem i oglądanie wszystkich bajek o królewnach albo wszystkich Madagaskarów albo wszystkich Shreków. Od czasu do czasu pozwalamy jej na takie nieodpowiednie rozrywki, a wtedy przeszczęśliwy Orzeszek zasiada, ogląda i komentuje. 
Ostatnio do Shrekowego maratonu dołączył tatuń. Tatuń mocno identyfikuje się z tytułowym bohaterem, zwłaszcza od momentu, gdy Shrek obarczył się rodziną, oglądał więc z dużym zainteresowaniem. 
Zainteresowanie to nie umknęło Orzeszkowi. Gdzieś na początku Shreka 4, gdy zielony ogr marzył tylko o tym by odpocząć od żony, trójki dzieci oraz niechcianej popularności i choć na jeden dzień znów stać się wstrętnym, budzącym odrazę potworem, Orzeszek zaczął się uważnie przyglądać rodzicielowi. Zauważywszy jego śmieszne i straszne westchnienia, ze zrozumieniem rzekł:
- Wiesz tato, ja już rozumiem jak ty się czujesz.
- Tak? A jak? - zapytał zaskoczony tatuń.
- No jak ten Shrek! Nigdy nie możesz od nas odpocząć!
Tatuń zaczął się śmiać, choć chyba głównie po to, by pokryć niewielkie zmieszanie. Czterolatka go rozgryzła.

środa, 20 lutego 2013

Zima, zima, zima...


I znowu nie było nas przez miesiąc. Cóż...Orzeszek pozostaje co prawda w doskonałej kondycji intelektualnej, ale z jego starą matką to już gorzej. Matka realizuje się bowiem zawodowo, a że lat ma 30+, to jej sił na literaturę nie starcza.
A gdy matka w pracy, Orzeszek włazi na głowę ojcu. A że aura pozostaje sankowo-bałwankowa, włazi głównie na podwórku. Ostatnio Tatuń, w trosce o wzmacnianie Orzeszkowej odporności, zabrał córeczkę i jej sanki do lasu. Orzeszek wrócił szczęśliwy, a Tatuń przede wszystkim spocony. 
Okazało się, że Orzeszek już na początku postawił sprawę jasno:
- W tym układzie, ja rządzę, a ty ciągniesz!- zakrzyknął sadowiąc się na sankach.
Co na to Tatuń? Cóż... Ciągnął.

niedziela, 20 stycznia 2013

Co nowego?


Długo nas nie było, co nie znaczy wcale, że Orzeszek nie dzielił się z nami swoją elokwencją. Dzielił się chętnie, ale brakowało czasu i elokwencji, by to opisać. Mamy bowiem sezon grypowy i chorujemy seryjnie (Orzeszki i tata) oraz nie sypiamy (mama). 
Mimo niewątpliwych przeciwności, postaramy się jednak oddać sprawiedliwość wybitnej inteligencji Orzeszka. A zaczniemy od wspomnień z naszych (moich i tatunia) ostatnich wakacji (bo jak mówi pewna znajoma mama: "Wakacje z dziećmi, to nie wakacje").
- Tato, - zagadnął niewinnie Orzeszek - a jak byliście na Krecie, to było dużo miłości?
- Co? - zaczerwienił się tatuń - A miłości... Tak, tak, dużo.
- No i widzisz! - zatriumfował Orzeszek - Było dużo miłości na Krecie, to teraz jest Hania! I już tylko dużo pracy zostało!
Takie są skutki przedwczesnego uświadamiania dzieci z użyciem książeczki "Czekamy na rodzeństwo". Polecam.