Translate

środa, 13 listopada 2013

(Nie)podległość



Miało być uroczyście i światowo, z kotylionami, gęsiną, rogalami świętomarcińskimi, a w Białymstoku nawet z przytulaniem... Miało być pięknie... a było jak zwykle.
Szczerze powiedziawszy, te wszystkie marsze z prawa na lewo, czy z lewa na prawo mało nas obeszły. Trudno było jednak nie pomyśleć, że wstyd przed światem.
Jeszcze zaś trudniej było uciec przed doniesieniami medialnymi. Nawet Orzeszek zmuszony był posłuchać o marszach, podpaleniach i interwencjach policyjnych. A że głupi nie jest, szybko zorientował się w jakim pięknym kraju dane mu się było urodzić...
- Jak tak dalej będą chodzić w tym marszu podległości, - skomentował wieczorne wydanie Faktów - to całe miasto zepsują!
I tak sobie myślę, że trudno o lepsze podsumowanie tegorocznego Dnia (Nie)podleglości.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Nie bo ...




Orzeszek oczekuje, że każdy rodzicielski nakaz i zakaz zostanie poparty nieznoszącymi sprzeciwu argumentami. Argumentami, logicznymi, wyczerpującymi i przystępnie podanymi. A ja, matka, wiedząc, że małemu człowiekowi należy się szacunek, naprawdę staram się te argumenty znaleźć.
Zdarzają się jednak chwile, kiedy mój stary mózg, przytłoczony nadmiarem bodźców w postaci kipiącej zupy, rozlanego soku, wrzeszczącej Hanny i tysiąc pięćset sto dziewięćset któregoś zapytania: "Mamo, a mogę...", nie znajduje riposty godnej interlokutora. Wtedy nieudolnie próbuję uciąć dyskusję pozbawionym finezji: "Nie!" albo znacznie bardziej żenującym: "Nie, bo nie!"
Świadomy swych praw Orzeszek rzadko daje jednak za wygraną. Nawet jeśli ulega, przerażony parą buchającą mi z uszu, udziela mi słownej reprymendy, mówiąc:
- Nie, bo nie, to nie jest żadne wytłumaczenie!
I pomyśleć, że były czasy, kiedy słowo rodziców było święte... Nawet jeśli niezbyt błyskotliwe.

środa, 9 października 2013

Momenty


Pamiętacie czasy, kiedy rodzice kazali wam zasłaniać oczy w czasie filmu po dwudziestej? Ja jeszcze pamiętam. Pamiętam też, jak spomiędzy palców próbowałam dojrzeć co lepsze "momenty".
Dziś jest całkiem podobnie, tylko dzieci umieją lepiej walczyć o swoje.
Ponieważ Orzeszek Drugi okazał się być telemaniakiem, zdarza się, że w zamieszaniu związanym z wieczorną toaletą, trzeba spacyfikować go pilotem. Wyposażony w to narzędzie władzy, radośnie zasiada przed telewizorem i ... Właśnie, czasem uda mu się włączyć telewizor i trzeba interweniować. Nie wiem nawet, co to był za film. Usłyszałam tylko, jak Tatuń wyprasza towarzystwo z pokoju, bo akurat "momenty były".
- Ale tatoooo! - opierał się Orzeszek Pierwszy.
- Już! - nie poddawał się Tatuń
- Uch! - zezłościł się Orzeszek - Ty wcale nie rozumiesz miłości!

sobota, 14 września 2013

Spadówa



Zauważyłam, że mam coraz mniejszą ochotę na opisywanie słownych wyczynów Orzeszka. Nie dlatego, że ich nie ma, a raczej dlatego, że wstyd mi przyznawać się do kompletnej wychowawczej klapy.  To, że 5-letnia dziewczynka znajduje kontrargumenty w niemal każdej rozmowie ze swymi (wykształconymi skądinąd) rodzicami, nie jest bowiem powodem do dumy. No chyba, że ta dziewczynka zamierza zostać adwokatem mafijnych bonzów lub, co gorsza, politykiem… A z tego co mówi, nie zamierza.
Przyśpieszone dojrzewanie okazało się jednak faktem. Orzeszek nabył już nawet typowej dla okresu burzy i naporu maniery. Zostając na weekend u babci (bo u babci nawet zbuntowanym jest słodko), rzekł do Tatunia:
- To co...? Zjesz obiad i robisz spadówę?
A Tatuń co??? … Zrobił.

wtorek, 10 września 2013

Dyktator(ka) mody





Korzystając z kilku dni złotej polskiej wyciągnęłam z otchłani szafy beżowe mokasyny made in Italy. Choć mokasyny kupiłam dawno (za wskazówkę jak dawno niech posłuży fakt, że wydałam na nie dwa stypendia), nadal wydawały mi się nieziemsko eleganckie i zamierzałam zadać w nich szyku. Zderzyłam się jednak z brutalną rzeczywistością…
- Co ty masz za buty? – zapytał lekko skrzywiony Orzeszek
- No jak to??? – obruszyłam się – Włoskie, z cielęcej skóry.
- Dziwne jakieś. – nie ustępowała latorośl.
- Jak to dziwne??? – odfuknęłam coraz bardziej oburzona.
- Nikt takich nie nosi!  – rzeczowo wyjaśniła domowa Chanel.
Cóż, Gabriela zamierza zostać fryzjerką, kosmetyczką i projektantką mody, musi więc wiedzieć co jest up to date. A mokasyny? Kiedym cię żegnał, usta me milczały i nie wiedziałem jakie słowo rzucić, więc wszystkie słowa przy mnie pozostały, a serce zbiegło i nie chce powrócić… (Adam Asnyk)

sobota, 31 sierpnia 2013

Dziwny jest ten świat...




Staram się chronić Orzeszka przed nieprzyjemnymi odpryskami rzeczywistości, bo będzie miał jeszcze czas, by dowiedzieć się co to nietolerancja, ksenofobia i rasizm. Orzeszek jednak nie jest głupi i nawet z okruchów informacji potrafi wyciągnąć wnioski…

Próbuję namówić mamę na wspólną wyprawę do Holandii, do mojej siostry. Słysząc naszą rozmowę, Orzeszek zaczyna lamentować, że nie możemy jechać, bo się za mocno opalimy. Skonfundowane tłumaczymy, że Holandia to nie Egipt, ani nawet nie Grecja i nie musi się obawiać, ale Orzeszek odparowuje:

- A Elison się opalił!

Ma oczywiście na myśli chłopaka mojej siostry, który jest Portugalczykiem i rzeczywiście jest, jak mówi moja mama, mocno opalony.

- Bisiu, - wyjaśniam cierpliwie – przecież Eliseu urodził się z takim kolorem skóry, nie opalił się w Holandii. A nawet jeśli, to co w tym złego?

- To źle być mocno opalonym! – upiera się Orzeszek – Za bardzo się wtedy wyróżniasz!

Już jestem gotowa piętnować jego uprzedzenia, ale wtedy Orzeszek wyjaśnia:

- I mogą cię gonić z nożem i nawet zabić!

Natychmiast przypominam sobie pierwszą (i zapewne ostatnią ) wizytę Eliseu w naszym mieście, kiedy to musiał uciekać przed łysymi wyrostkami z nożami i pittbullem. Teraz wszystko rozumiem…

sobota, 10 sierpnia 2013

Gdyby...




Czy pamiętacie ten przełomowy moment, kiedy wasi rodzice przestali się wam wydawać najpiękniejsi, najmądrzejsi i w ogóle najwspanialsi na świecie? Kiedy okazało się, że rozumieją mniej, wiedzą mniej i zarabiają mniej niż w swej dziecięcej naiwności sądziliście. W dzisiejszym szalonym świecie, ta chwila przychodzi wcześniej…
- Mamo – zapytał rano Orzeszek – a dlaczego ty nie zostałaś dentystką?
- O, – pomyślałam ufnie – już się przestała gniewać , że jej nie kupię super wypasionej Meridy Walecznej z łukiem i strzałami, bo (jak zwykle) nie mam pieniędzy. – a następnie, bez dłuższego zastanowienia odpowiedziałam – Bo nie lubię się grzebać w cudzych paszczach.
- Hmh, - prychnął Orzeszek – mogłabyś założyć rękawiczki. I… - dodał z nutą lekkiego zawodu - … siekałabyś kasę.