Translate

środa, 7 września 2011

Trauma


Chociaż pouczające, pierwsze dni w przedszkolu nie są łatwe. Orzeszek stara się być dzielny, ale widzę, że jest mu trudno. Gorzej sypia, mniej je i potrzebuje ciągłych zapewnień, że jest kochany. Jednocześnie, wykazuje zaskakującą dojrzałość i chyłkiem łyka łzy, machając nam na  do widzenia. 
Potrafi precyzyjnie wyrazić swoje uczucia, mówiąc: "Będę tęskniła" albo "Boję się zostać samotnie." Wszystko rozumie, ale to nie zmniejsza jej żalu.
- Zobaczysz - mówi powaznie, wsiadając do auta - będzie lozpacz.
- Gabisiu - staram się ją przekonać - może dzisiaj już nie będzie?
- Mówię ci, - z naciskiem powtarza Orzeszek - że dzisiaj też będzie lozpacz!
A potem wysiada i zaciśniętymi usteczkami idzie do przedszkola. Nie pozostawia nam wątpliwości - jest ciężko, ale zrobi to dla nas.

poniedziałek, 5 września 2011

Szkoła życia


W weekend okazało się, że przedszkole nie składa się tylko z ohydy na obiad. Orzeszek, wyraźnie zrelaksowany dniem wolnym zdobył się w końcu na zwierzenia. Ba... sam rozpoczął konwersację.
- Wiesz mamo - odezwał się nagle, gdy montowałam nowe kółka do jego rowerka - ja się dużo uczę w przeckolu.
- To świetnie kochanie - odparłam zadowolona - a czego się uczysz? Rysunków? Wierszyków? Piosenek?
- Nie mamo - Orzeszek zrobił poważną minę - uczę się życia.
Jak zwykle, lekko mnie przytkało, a potem poczułam jednocześnie i dumę i żal. Moja trzylatka dorośleje i nie mogę tego powstrzymać.

piątek, 2 września 2011

Zagadka na talerzu


Orzeszek poszedł do przedszkola. Poranne rozstania na razie pominę, wiadomo... okres adaptacyjny. Krótko mówiąc, nie jest dobrze, choć lepiej niż sądziłam.
Po pierwszym dniu wypytywałam o wiele spraw: o panią, o dzieci, o plac zabaw, a Orzeszek udzielał rozsądnych odpowiedzi. Kiedy jednak próbowałam dociec, co było na obiad, rzucił tylko:
- Aaa tam, jakieś mięso z wodą.
- Co? Mięso z wodą? - powtórzyłam zdziwiona - A dobre było?
- No tak ślednio - pokręcił nosem Orzeszek - właściwie to obrzydliwe.
- I jadłaś? - zapytałam, próbując wyobrazić sobie obrzydliwe "mięso z wodą".
- Tak - odpowiedział Orzeszek - zjadłam tlochę tej ohydy.
Zagadka trochę mnie męczyła, więc nie wytrzymałam i zapytałam panią. Odpowiedź okazała się prosta, a opis Orzeszka precyzyjny. Mięso z wodą to po prostu potrawka z kurczaka. Pamiętam ją ze szkolnych obiadów... Ohyda!

niedziela, 28 sierpnia 2011

Małpa w kąpieli

Orzeszek ma dość pojemną wyobraźnię, i czerpie z jej zasobów pełnymi garściami, dodając naszemu wspólnemu życiu nieco dramatyzmu.
Część tegorocznych wakacji spędzaliśmy nad Wigrami, gdzie Orzeszek nauczył się pływać. Początkowo samo przemieszczanie się w wodzie było tak wielką atrakcją, że nie wymagało żadnego komentarza słownego... może poza obowiązkowymi piskami radości. Kiedy jednak maleństwo opanowało pływackie podstawy, poczuło lekką nudę i postanowiło urozmaicić sobie kąpiel okrzykami w rodzaju: "Leeeeekin!!!" i "Tooopię się!!!"
Przyznaję, że powodowało to lekki stres, bo choć w rekiny na jeziorze nie wierzę, to w utonięcia jak najbardziej, jednak po jakimś czasie, krzyki Orzeszka stały się normalnym elementem krajobrazu. Wtedy znudzone dziecko wytoczyło najcięższą armatę i podpływając do pomostu zaczęło rozpaczliwie krzyczeć:
- Ja nie chcę tak zginąć! Ja nie chcę tak zginąć!
Najpierw się przeraziłam, myśląc, że moja mała córeczka rzeczywiście się czegoś przestraszyła i zaraz roztrzaska się o pomost, ale gdy zobaczyłam minę Orzeszka, wyraźnie zadowolonego z dowcipu, pomyślałam tylko: małpa w kąpieli.



wtorek, 23 sierpnia 2011

Słuszna uwaga


Orzeszek potrafi mnie czasem wyprowadzić z równowagi. Przyznaję, że zdarza mi się podnieść na niego głos. Maleństwo nie spuszcza wtedy głowy i nie staje się potulną owieczką. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj zażarcie walczy o swoje. Tym bardziej zaskakujące są ostatnie wydarzenia. 
Orzeszek bawi z babcią nad jeziorem, a mamunia z tatuniem spędzają bezdzietne wakacje ;-) W końcu jednak należy odwiedzić latorośl. Jak można się spodziewać, Orzeszek odgrywa się za tygodniową nieobecność rodzicieli i zachowuje fatalnie. Kiedy trzecia (czwarta? piąta?) prośba o niegrzebanie paznokciami w ziemi nie przynosi skutku, krzyczę: "Bisiu! Przestań!" 
Orzeszek podnosi głowę znad kupy piachu, patrzy z wyrzutem i mówi: "Czy ty nie możesz mnie życzliwie poplosić?"
Trochę mi głupio, więc przepraszam Orzeszka, a on jest wyraźnie usatysfakcjonowany. Bądź co bądź poczynił słuszną uwagę.

piątek, 19 sierpnia 2011

Ostrzeżenie


Jakiś czas temu wybraliśmy się do Narwi, do Orzeszkowego dziadka-wujka Leona. Gdy dotarliśmy na miejsce, dziadka nie było, bo poprowadził kobyłkę na pastwisko. Postanowiliśmy więc udać się na nostalgiczny spacer narwiańskimi uliczkami. Za przewodnika mieliśmy babcię Lolę, która pokazywała, gdzie chodziła do przedszkola, gdzie mieszkała jej najlepsza koleżanka i  gdzie był posterunek milicji. Chodniki miały postać szczątkową, więc szliśmy ulicą. W pewnym momencie dołączył do nas niewielki kotek. Orzeszek próbował go ostrzegać przed konsekwencjami, mówiąc:
- Zmykaj kotku, zmykaj, to jest ulica!
Powtórzył to kilka razy, ale kotek nie reagował i szedł dalej. Orzeszek uznał chyba, że kotka należy spisać na straty, bo skonstatował smutno:
- Ech, samochód zlobi z nim porządek...
Na szczęście, zamiast samochodu pojawiła się właścicielka kotka i zabrała małego ryzykanta do domu. Ale niewiele brakowało...

niedziela, 31 lipca 2011

Nerwy


Orzeszek bacznie przygląda się ludziom i wyciąga wnioski. Ma przy tym zdolność do rozpoznawania i nazywania różnych stanów emocjonalnych. Nieraz już szeptał konspiracyjnie do tatunia: "Chodź, idziemy... Ona jest zdeneowana.", zanim jeszcze zdążyłam swe zdenerwowanie wyrazić werbalnie. Albo podchodził i pytał: "Dalcego jest ci wesoło?, choć nawet się nie uśmiechałam.

Czasem jednak Mały Telepata wyciąga zbyt daleko idące wnioski...
Ostatnio, po powrocie od dziadków, zapytał tatunia:
- Tatuń, a ty jesteś nelwowy?
- Nie, chyba nie - odpowiedziała tatuń - a dlaczego pytasz?
- Bo masz żonę - odrzekł Orzeszek, jakby to było oczywiste.
Szczęśliwie, dla taty nie było, więc zapytał:
- Czy każdy, kto ma żonę musi od razu być nerwowy?
- Tak - uciął wszelkie wątpliwości Orzeszek.
No cóż, nie od dziś wiadomo, że co mąż to wąż, co żona to cierniowa korona, ale może tatuń nie da się przekonać.