Translate

niedziela, 20 stycznia 2013

Co nowego?


Długo nas nie było, co nie znaczy wcale, że Orzeszek nie dzielił się z nami swoją elokwencją. Dzielił się chętnie, ale brakowało czasu i elokwencji, by to opisać. Mamy bowiem sezon grypowy i chorujemy seryjnie (Orzeszki i tata) oraz nie sypiamy (mama). 
Mimo niewątpliwych przeciwności, postaramy się jednak oddać sprawiedliwość wybitnej inteligencji Orzeszka. A zaczniemy od wspomnień z naszych (moich i tatunia) ostatnich wakacji (bo jak mówi pewna znajoma mama: "Wakacje z dziećmi, to nie wakacje").
- Tato, - zagadnął niewinnie Orzeszek - a jak byliście na Krecie, to było dużo miłości?
- Co? - zaczerwienił się tatuń - A miłości... Tak, tak, dużo.
- No i widzisz! - zatriumfował Orzeszek - Było dużo miłości na Krecie, to teraz jest Hania! I już tylko dużo pracy zostało!
Takie są skutki przedwczesnego uświadamiania dzieci z użyciem książeczki "Czekamy na rodzeństwo". Polecam.

wtorek, 18 grudnia 2012

Sanatorium


Orzeszek prawie każdy weekend spędza u dziadków. Obdarowuje ich swoim towarzystwem sprawiedliwie, jeden tydzień rezydując u babci Loli, drugi zaś u babci Wandy. Nie powiem, że rozpaczam z powodu jego sobotnio-niedzielnej nieobecności. Jednak raz na jakiś czas zdarza mi się zatęsknić za rodzinnym relaksem (jakby taki relaks w ogóle istniał).
Ostatnio zaproponowałam nawet Orzeszkowi, by choć raz spędził weekend w domu, z mamusią, tatusiem i siostrusią. Będziemy wspólnie leniuchować, łasować, spacerować i zacieśniać rodzinne więzy. Orzeszek nie dał się jednak nabrać.
- Nie, nie, nie - odparł z rezerwą - ja muszę odpocząć!
- Od czego? - zapytałam, choć w zasadzie znałam odpowiedź.
- No jak to? - słusznie zdziwił się Orzeszek - od tego hałasu!
No i pojechał odpoczywać od terroru wokalnego Hanny:

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Acquisitio hereditatis


Jakiś czas temu załatwialiśmy trochę spraw spadkowych. Orzeszek nasłuchał się o testamentach, zapisach, zachowkach i innych cudach, a co usłyszał, przetrawił i wykorzystał na swoją korzyść.
- Babciu... - zagadnął któregoś dnia - ... a ty mi zapiszesz swoje mieszkanie?
- Co? - babcia była chyba zbyt zaskoczona, by się zastanowić - A tak, tak, zapiszę.
- A działkę? - nie ustępował Orzeszek - Bo wiesz, ja tak lubię kwiaty. Będę się nimi dobrze opiekować.
- I będziesz tę działkę uprawiać? - babcia  już trochę ochłonęła i zaczęła stawiać warunki.
- Tak, będę, - zapewnił Orzeszek - przecież zawsze ci pomagam!
Cóż miała zrobić babcia? Oczywiście się zgodziła i Orzeszek nabył upragnioną ekspektatywę. 
A choć samego spadku nie nabył i, miejmy nadzieję, długo nie nabędzie (niech nam babcia żyje zdrowo), to jednak zaczął planować, jak też ten przyszły zapis wykorzysta.
- Wiesz mamo... - oznajmił - jak już przejmę babci mieszkanie, to się od was wyprowadzę.
- Ale to chyba jeszcze nieszybko? - próbowałam stonować te wyzwoleńcze pomysły.
- A na działce posadzę piękne kwiaty. - ciągnął niezrażony Orzeszek - Róże albo te... tulipany.
- Mhm - odparłam - ale pamiętasz, że będziesz się musiała tym wszystkim podzielić z siostrą?
- A po co? - Orzeszek był wyraźnie zaskoczony sugestią o dziale spadku - Przecież jej babcia Wanda zapisze!


sobota, 17 listopada 2012

Weryfikacja


Orzeszek nie zawsze radzi sobie z wieczorną toaletą  tak dobrze, jakby sam oczekiwał. Ostatnio dużą trudność sprawiało mu np. pozbycie się odzieży. Parskał więc i prychał tak donośnie, że zwabił do łazienki zaciekawionego Tatunia. 
- Co robisz, Bisiu? - niewinnie zapytał Tatuń.
- Uchhh, nie mogę zdjąć tej głupiej bluzki! - odwarknął Orzeszek.
- Wiesz co, to może umyj się w bluzce? To i ty będziesz czysta, i ubranie się wypierze. Same plusy! 
Tatuń był pełen najlepszej woli, jednak córunia, zajęta szarpaniem lewego rękawa, jakoś tego nie doceniła.
- To tylko twoja hipoteza!!! - krzyknęła rozdrażniona.
- A co? Zła? - odparł zaskoczony ripostą Tatuń.
- Zła! - fuknął Orzeszek, szamocząc się z przyciasnym dekoltem - Nieprawdziwa!
I żeby ostatecznie obalić Tatuniową hipotezę, triumfalnie rzucił bluzkę na podłogę.

piątek, 9 listopada 2012

Generation gap


Pisałam już kiedyś, że Orzeszek poczynił gigantyczne postępy w socjalizacji. Ma nawet psiapsióły z przedszkola: Zuzię, Misię, Anielę i Roksanę. A także kolegów: Mikołaja i Cypriana. Skoro więc zaczął obracać się w towarzystwie małolatów, to w sposób naturalny odsunął się nieco od niezastąpionych niegdyś zgredów. Innymi słowy, następuje erozja więzów rodzinnych i ani się obejrzymy jak między pokojem dziecięcym a salonem zionąć zacznie przepaść pokoleniowa. Symptomy są więcej niż oczywiste. 
Kilka dni temu weszłam do pokoju Orzeszka z graniczącym z pewnością przeczuciem, że znów zamiast upojenia wieczorną lampką wina czeka mnie upajanie się przygodami królewny Aurelki. Tymczasem Orzeszek wcale na mnie nie czekał. Siedział przy stoliku i coś zawzięcie gryzmolił.
- Co robisz? - zapytałam niewinnie.
- Nic - odparł podejrzliwie Orzeszek i odwrócił się plecami.
Zdziwiona i zaciekawiona ponowiłam pytanie, ale nie doczekałam się odpowiedzi.
- Nie chcesz powiedzieć, co robisz? - rzuciłam na odchodne.
Orzeszek wstał, podszedł do drzwi i zamykając je tuż przed moim nosem, odparł:
- Nic, co ciebie dotyczy. Zawołam cię jak skończę.
Przez następne 15 minut łudziłam się, że może to niespodzianka, laurka albo inny wyraz córczynej miłości. Myliłam się. Do dziś nie wiem, co wtedy robił Orzeszek. Mogłabym przecież nie zrozumieć.

środa, 17 października 2012

Powrót taty


Ostatnio było u nas prawie jak u Mickiewicza. Tato nie wracał ranki i wieczory, a Orzeszek we łzach go czekał i trwodze. Na szczęście tata powrócił na łono rodziny (prawie) wyleczony i stęsknione córeczki mogły zakrzyknąć: Tato, ach, tato nasz jedzie! (No dobra, w zasadzie to Hanka zakrzyknęła : "Aaeee...", a Orzeszek: "Co mi przywiozłeś?", ale to się nie mieści w konwencji.)
Skoro jednak było powitanie, musiały też być prezenty powitalne. Orzeszek bardzo się starał, sypał mąką, rozbijał jajka i mieszał ciasto na czekoladowe muffiny, ale to powracający tato osiągnął bardziej spektakularny efekt. Tato przywiózł bowiem kucyki, a w zasadzie maksymalnie wypasiony zestaw z księżniczką Celestią i Twilight Sparkle. Kiedy czułemu powitaniu stało się zadość, Orzeszek wzdychał więc tylko:
- O Celestia! O Tłajlajt Sparklu! - potem zaś zapragnął poznać pochodzenie swoich nowych przyjaciół.
- Tato... - zagadnął pożywiającego się muffinami rodziciela - a one są z Konstancina?
- Mhm... - tato przełknął - z Konstancina.
To wyraźnie zastanowiło Orzeszka, no bo przecież tato był w szpitalu, gdzie pacjenci mają chore kręgosłupy albo ulegli jakimś wypadkom. Orzeszek myślał...
- Ale nie mają połamanych nóg! - ucieszył się w końcu - Dobrze je wyleczyli!

wtorek, 2 października 2012

W co się bawić?


Tatuń pojechał do wód, więc założyłam Orzeszkowi bana na przygody Hansa Klossa. To co podejrzał do tej pory wystarczyło jednak, by poczynić nieodwracalne zmiany w psychice. 
Podsłuchałam ostatnio, jak Orzeszek tłumaczył dziadkowi:
- Wiesz, ja mieszkam w Palyżu.
- Aha, - uprzejmie zdziwił się dziadek - a co tam robisz?
- Placuję na wieży ajfla (tzn. Eiffla) - odpowiedział Orzeszek.
- Ooo! - zdziwienie dziadka wzrosło - a jak się tam dostajesz?
- No, schodami albo windą - Orzeszek uznał, że to oczywiste - i oplowadzam tulystów.
- To masz ciekawą pracę. - pochwalił dziadek.
- No tak. - przyznał Orzeszek - Ale wiesz, Palyż napadli Niemcy!
- Naprawdę? - dziadek wyczuł chyba powagę sytuacji.
- Tak. - potwierdził Orzeszek - i chcą wywieźć od nas wszystkie oblazy!
- I co będzie? - przejął się dziadek.
- No wiesz - poważnie wyjaśnił Orzeszek - będę musiała pójść do tych Niemców i je odzyskać!
- A nie boisz się? - dziadek był chyba mocno poruszony.
- Tlochę - przyznał Orzeszek - ale muszę, bo ja jestem spiegiem u Niemców!
Szpiegiem??? To już nie królewną??? Dobrze, że jeszcze się nie domaga wstrząśniętego martini z wódką i licencji na zabijanie!