Translate

czwartek, 26 lipca 2012

Manicure



Orzeszek pojechał z babcią na wakacje, więc nie bardzo mam o czym pisać. Przypomniało mi się jednak, że dotąd nie zrelacjonowałam wizyty cioci Ani, która na przełomie czerwca i lipca stała się dla Orzeszka wydarzeniem numer jeden. 
Ciocia Ania przyleciała samolotem i przywiozła ze sobą duuużo kosmetyków, duuużo biżuterii i swojego chłopaka. O ile chłopak wywołał u Orzeszka głównie zawstydzenie, o tyle cała reszta spotkała się ze szczerym zachwytem. Orzeszek nie odstępował cioci na krok, chodził przystrojony w jej "kolale" i uważnie obserwował wszystkie zabiegi kosmetyczne, którym się poddawała. Został nawet na noc, a gdy przyjechałam po niego następnego dnia, podetknął mi pod nos swoją stopę. Nie o zapach mu jednak chodziło, bo zapytał słodko:
- Ładnie?
- Ła-a-a-dnie... - zająkałam, widząc kolor paznokci mojej 4-letniej córeczki - ...a co to za kolor?
- Molski - rezolutnie odpowiedział Orzeszek - Ania mi pomalowała. Na lękach też, patrz!
Według mnie, kolor był raczej granatowy niż morski, ale postanowiłam nie wdawać się w kolorystyczny spór i zrezygnowana odparłam:
- Widzę. Nie sądzisz, że trochę za bardzo rzuca się w oczy?
- Nie... - zdziwił się Orzeszek - ładny jest. Chcesz tak samo?
- Nie dziękuję - skrzywiłam się - wolę różowy.
Planowałam oczywiście pozbyć się tej morskiej głębi z paznokietków mojego dziecka jak tylko wrócimy do domu, ale poległam. Orzeszek nosił nowy manicure i pedicure póki nie zostały z niego widoczne na zdjęciach skrawki. Dopiero obietnica pomalowania ich na nowo jakimś bardziej klasycznym kolorem pozwoliła mi zmyć resztki granatu. Orzeszek wybrał odcień Nude, więc może nie wszystko stracone. Wiem, że pozwalając 4-latce malować paznokcie, wychodzę na nie najlepszą matkę, ale teraz już się to tak nie rzuca w oczy.    

czwartek, 12 lipca 2012

Kłopoty to nasza specjalność...


Odkąd w naszej rodzinie pojawiła się Hanka, Tatuń dręczy mnie sugestiami na temat ponownego powiększenia rodziny. Okazuje się jednak, że mam obrońcę.
Ostatnio, podczas wieczornych ablucji niemowlęcia, Tatuń zagadnął Orzeszka:
- A może chciałabyś mieć jeszcze więcej rodzeństwa? Siostrę albo brata?
- Ooo nie - stanowczo odmówił Orzeszek - to by był za duży kłopot!
- Nie taki znowu kłopot... - przekomarzał się Tatuń.
- A ty co? - zdenerwowała się do niedawna jedynaczka i wyciągnęła przed siebie obie dłonie - Popatrz tu! Tyle chcesz ich mieć? Tyle?
Pomysł posiadania dziesięciorga dzieci wydał jej się przy tym tak absurdalny, że odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia. Na odchodne rzuciła jeszcze:
- Nawet dwoje to kłopot!
Może  czasem kłopot, ale czyż kłopoty to nie nasza specjalność?

czwartek, 28 czerwca 2012

Dziękujemy













Dziś będzie mniej o Orzeszku, a więcej o tzw. dzisiejszej młodzieży. Mówi się, że ta młodzież jest samolubna i skupiona jedynie na własnych potrzebach. Tymczasem wczoraj otrzymaliśmy na ręce Orzeszka dowód, że tak nie jest. I za ten dowód dziękujemy.
Orzeszek nie wyartykułował swej wdzięczności wystarczająco donośnie, ale uwierzcie, że wdzięczny był, tylko się zawstydził. Misia pokochał i nazwał Arielką. Próbował też zaanektować miśka Hani, bo "ona jest pzeciez za mała, a miś musi być zaopiekowany".
Innymi słowy wszyscy jesteśmy zachwyceni.

środa, 27 czerwca 2012

Triller łaziebny


Odkąd w nasze spokojne życie wkroczyła Hanka, Orzeszek jest intensywniej przymuszany do regularnego mycia rąk. Powoli zaczyna chyba mieć dość tego rytuału. Dziś rano, powłócząc nogami w kierunku łazienki, zapytał mnie podstępnie:
- A ty wiesz, że jest takie mydło, które jest niedobre dla ludzi?
- Co masz na myśli? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Nooo - rozkręcał się Orzeszek - takie trujące, że jak nim myjesz lęce, to możesz zacholować i nawet umalnąć.
- Naprawdę??? - byłam zaskoczona - Ale nasze na pewno takie nie jest.
- No właśnie jest, - dziecina przeszła do sedna - a ty mi każesz się nim myć! I sama się nim myjesz! Chcesz chyba, żebyśmy wszyscy umalnęli?
- Hmmh, nie chcę. Byłam pewna, że kupuję dobre mydło. - broniłam się.
- Ale kupiłaś baaaaldzo złe! - nie ustępował Orzeszek.
Pozostało mi tylko zmienić front. Najlepszą obroną jest atak, więc przeszłam do ataku.
- A ty to jesteś jak księżniczka Werbena. - rzuciłam od niechcenia - Boisz się mydła.
- Hmh, baldzo śmieszne! - obruszył się Orzeszek i poszedł...
...myć ręce.

niedziela, 17 czerwca 2012

Bój o kulturę


Jak powszechnie wiadomo, nic tak nie elektryzuje atmosfery rodzinnego gniazda, jak pojawienie się krzyczącego po nocach noworodka. U nas też zelektryzowało, skutkiem czego poziom cierpliwości domowników drastycznie spadł i zaczęliśmy trochę na siebie burczeć. 
Oburzony tą degrengoladą Orzeszek postanowił stoczyć bój o kulturę. Ofuknięty za katowanie tysiącpięćsetstodziewięcetktóregoś odcinka My Little Pony w porze śniadaniowej przyczłapał do kuchni i rzekł do Tatunia:
- Ty słyszysz, jak ona do mnie mówi?
Tatuń, który też już został za coś ofuknięty okazał się wdzięcznym słuchaczem i pokiwał głową z wyraźnym zrozumieniem.
To ośmieliło Orzeszka do wygłoszenia aktu oskarżenia. Popatrzył na mnie z dezaprobatą i zadeklamował:
- Ty jesteś absolutny blak kultuly!
Wyrzutów sumienia u wyrodniej matki nie wywołał, wywołał natomiast powszechną salwę śmiechu. No i rozładowanie napiętej atmosfery... przynajmniej do następnego nocnego koncertu.

wtorek, 5 czerwca 2012

Po drodze


Orzeszek znów musiał rozpocząć odyseję medyczną, a że mama jest przyspawana do noworodka, odwiedza doktorów z tatuniem. A jak tak sobie jeżdżą, napotykają na drodze różne miejskie osobliwości. Wczoraj na przykład spotkali bezdomnego. Tatuń sądził, że Orzeszek się przestraszy. Już spieszył z jakimś nie obrażającym nikogo wyjaśnieniem sytuacji życiowej kloszarda, kiedy córeczka szepnęła konfidencjonalnie:
- Pacz, jaką ma długą blodę.
Tatuń chciał jakoś dziecku wytłumaczyć, że pewnie nie ma gdzie się ogolić, ale Orzeszek już ocenił sytuację:
- Wcale o siebie nie dba- orzekł, a potem podsumował z oburzeniem:
- Jak można tak o siebie nie dbać!?
Tatuń nie miał nic do dodania, więc poszli do lekarza... Zadbać o siebie.

niedziela, 3 czerwca 2012

Po nowemu


No to jesteśmy we czwórkę. 1 czerwca wróciłyśmy z Hanką do domu.
Orzeszek jest bardzo przejęty rolą starszej siostry. Po początkowym onieśmieleniu uznał się za noworodkowego eksperta i potrafi zbesztać mnie słowami:
- Ty jej nie umiesz uspokajać, musisz lobić jak ja!
- To znaczy jak? - pytam zaciekawiona.
- No gzechotką machaj! - nawet nie dyskutuję z oczywistością tej rady.
Na szczęście Hania znosi to machanie (baaaardzo energiczne) dość dobrze. Niech więc każdy stosuje swoje metody. Orzeszek ma grzechotkę, ja mam mleczarnię. 
Kiedy karmię, Orzeszek znajduje czas, by zając się również moimi potrzebami. Czesze mnie i ozdabia swoją biżuterią. W końcu w dzisiejszych czasach trzeba być SEXIMAMĄ a nie tylko mamą w zalanej mlekiem koszulce.