
W pewnym wieku większość dzieci ma wyimaginowanego przyjaciela. Synek koleżanki miał np. stworka o imieniu Papi, a córeczka drugiej opiekowała się myszkami i szczurkami. Orzeszek też ma wyimaginowanego… synka. Synek ma na imię Korneliusz, jest elfem i ciągle ucieka. Orzeszek chodzi więc zły po mieszkaniu i mruczy: „Ten Kolnelius znowu mi uciekł. On jest taki niedobly.”
Ponieważ Korneliusz często zmienia miejsce pobytu, a przy tym jest malutki, trzeba bardzo uważać, żeby go nie przydeptać albo na nim nie usiąść. Bisia krzyczy wtedy: „Uwaaaazaj! Zgniecies go!”, oskarża: „Jesteś dla niego złą babcią/złym dziadkiem!”, a potem długo prostuje przygniecionemu synkowi skrzydełka. Musimy też pamiętać, żeby nie zamknąć Korneliuszowi drzwi przed nosem, bo Bisia nigdzie się bez „synecka” nie rusza. Poza tym, odkąd Orzeszek ma Korneliusza nie reaguje na swoje imię i każe się nazywać „mamą Kolneliusa”, więc często wołam: „Mamo Korneliusza, chodź na obiad/posprzątaj zabawki/chodź się myć!”
O wielu rzeczach trzeba pamiętać mając wyimaginowanego wnuka. Szczęśliwie młode babcie nie miewają sklerozy.

Orzeszek lubi ryzykowne zabawy: skakanie po tapczanie, przygotowywanie lalkom śniadanka na porcelanie mamy, a ostatnio... szybka jazda samochodem. Przy każdej okazji pogania kierowcę: "Sybciej tato, sybciej!", a gdy ten zwalnia, tłumacząc, że chciał tylko zdążyć przejechać na zielonym, krzyczy: "To zdązaj i telaz! Sybciej!" Próbuje nawet podawać ważne powody pośpiechu. Dziś na przykład "wilk mógł zdmuchnąć nas dom", a wczoraj miała przyjść jej "cólecka". Każdy powód jest dobry, by dodać gazu.

Orzeszek chyba naprawdę kocha Kubę? Jak wczoraj usłyszała go przez domofon, kazała mi "sybko" otworzyć drzwi, stanęła w nich i nasłuchiwała. A kiedy Kuba był już na półpiętrze, zaczęła wołać: "Kuba, Kubecku, chodź do mnie!" Kubeczek natomiast, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, odrzekł z finezją: "Co?" i zaczął się bezceremonialnie przepychać do pokoju pełnego zabawek. Wkroczyła jednak Kubeczkowa mama i odwołała syna do domu. Odchodząc, kilka razy odwracał się z tęsknym uśmiechem. Nie wiem czy uśmiechał się do Orzeszka, czy do jej zabawek, ale Bisia bezbłędnie odczytała jego intencje: - Widzis - powiedziała - jak się uśmiecha? Kocha mnie. Zaraz potem zaczęła mi tłumaczyć, że "juz późno i Kuba musi iść, ale jutlo go zaplosimy i będziemy się bawić ciastoliną"
Ponieważ w ciągu dnia Orzeszkiem zajmuje się babcia, zaproponowałam, żeby przypomniała jej o tym rano. Ku memu zdziwieniu, bardzo to Bisię zmartwiło: - Zapoponuje babci... - rzekła zamyślona - ale ona się nie zgodzi... -Dlaczego? - zapytałam zaskoczona - Bo mówi, ze jej się Kuba nie podoba. - A ty co jej odpowiadasz? - Ze mi się podoba i ze kocham go i ze się z nim ozenie. No cóż, przed mocą prawdziwego uczucia nawet babcia musi ustąpić.

Dziś ruszył nabór do przedszkoli i postanowiliśmy, że Orzeszek startuje. Tzn. postanowiliśmy my - szczęśliwi rodzice - Orzeszek jeszcze nic nie wie. Póki co na słowo "przedszkole" reaguje histerycznie, więc nie wiem czy poprze naszą decyzję. Tata Orzeszka uważa, że nie poprze i że to genetyczne. Dla niego bowiem przedszkole to jedna z większych traum wieku dziecięcego, a dla mnie... No właśnie, ja poszłam do przedszkola w 5 lat. Rodzice, co prawda próbowali mnie tam umieścić już jako 3-latkę, ale ja, widząc, że płacz niewiele pomaga, opowiedziałam babci, że w przedszkolu jest czerwony dywan, od którego bolą mnie oczy. Ku zaskoczeniu wszystkich, babcia to łyknęła i przyjęła mnie na wychowanie.
Pomna komplikacji, mimo dnia wolnego, zerwałam się dziś o świcie, gdy mała jeszcze spała i zasiadłam do komputera, żeby wypełnić formularz zgłoszeniowy. Niestety, moje zmagania z drukarką zbudziły Bestię. Przyszła i podejrzliwie zapytała - Co lobis?
- A nic, Bisiu,- odpowiedziałam, licząc naiwnie, że uwierzy - tak sobie siedzę.
- Chyba nie - pokręciła głową Bisia - na pewno placujes! Jak skońcys to włąc mi bajkę.
Uff, tego się trzymajmy. Na razie bez słowa na "p". Powiem jej, jak się dostanie. Na razie przezornie zakupiłam dwie książeczki o tym, jak w przedszkolu jest fajnie. Może uwierzy?
Ostatnio Orzeszkowi wpadł w ręce katalog motoryzacyjny tatusia. Oglądając go, co jakiś czas powtarzała: "Nie... to nie nas samochód", więc w końcu zapytałam ją: "A jak nazywa się nasz samochód?" Bisia odrzekła rezolutnie, że "misubisi", ale zaraz potem popadła w zadumę. "Misubisi"- powtórzyła kilkakrotnie - "Misu... bisi... Hm, to jest Misu... Bisi!"EUREKA! Że tez sama na to nie wpadłam? Byłam równie zadowolona jak Orzeszek, który zresztą natychmiast poczuł się WŁAŚCICIELEM, bo już kilkanaście minut później strofował dodającego gazu tatę: "Tata, nie kieluj tak sybko, bo zobis kukę samochodowi."Cóż... trzeba dbać o swoje "Misu" ;-)
Ostatnio Orzeszek preferuje literaturę promocyjną i zawsze, gdy pisze do nas Rossmann, Carrefour albo inny Auchan, po prostu musi przejrzeć świeżą gazetkę. Rozsiada się wtedy na kanapie i słychać, tylko: "Ooo, hhm, nie to bytkie..." Potem sprawdza czy ja równie uważnie przestudiowałam aktualne promocje, pytając: "Cy coś sobie wyblałaś?", a kiedy odpowiadam, że jeszcze nie, mówi: "Poponuje ci to, to i to. Mozes sobie wyblać." Co ciekawe, zazwyczaj "poponuje" najdroższe pomadki i tusze do rzęs albo zabawki. Zapytana, kto za to zapłaci, bez mrugnięcia okiem odpowiada: "Ty wyblałaś, ty zapłacis", ale widząc moją minę uśmiecha się przebiegle: "Noo, moze tata ci zapłaci... Jak poposis"
Dziś w nocy Orzeszek przydreptał do naszego łoża małżeńskiego, wgramolił się na sam środek i oświadczył, że "wynudziło mu się spać samemu." Po chwili wspólnego spania jak zwykle zdrętwiała mi noga, więc przeniosłam się do dziecięcego pokoju. Niestety, Bisia dorwała mnie i tutaj. Gdzieś około 6:00 usłyszałam: "Znów mi uciekłaś, ty mamulu." Czyli koniec spania. I po co ja poszłam na to zwolnienie?Potem były już standardowe zabawy: wdziewanie całej biżuterii, jaka nam wpadnie w ręce, szukanie "Kolneliusa", który "znowu się od mnie schował" i noszenie śniadanka chorej babci.Około jedenastej przyszedł Dziadziuś, żeby zabrać Bisię na sanki, a ona oświadczyła: "Spakuj mi pizamkę, ściotkę i ublanka lalek, nie chcę juz mieskać w tym domu, pójdę do babci." Ciekawe co na to babcia?